Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tutorial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tutorial. Pokaż wszystkie posty

wtorek, października 25, 2016

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXVI - Mój sposób na...

Motyw przewodni aktualnej, dwudziestej szóstej już edycji FKB, to "mój sposób na...". Pomysłodawca, Dominig z blogu Kostka Domina przerwał długą serię tematów wiążących się z koniecznością zmalowania czegoś i zaproponował dla odmiany, by zaprezentować ciekawy tutorial, metodę, pomysł, poradę. Nie marnując więcej czasu na wstępy, przejdę więc do rzeczy.


Mój sposób na... różne rzeczy

Z braku koncepcji jednego, dużego tutoriala podszedłem do tematu nieco inaczej. Przejrzałem mianowicie zawartość swojego biurka i szuflad w poszukiwaniu potencjalnych patentów, którymi mógłbym się podzielić. I kilka znalazłem. Supernowatorski i mega odkrywczy raczej nie będę. Niektóre ze sposobów gdzieś tam się już na shadow grey pośrednio pojawiły. Ale mimo, że Ameryki może z nimi nie odkryję, to liczę na to, że każdy coś ciekawego dla siebie na mojej liście znajdzie.

1. Budżetowe podstawki 

Tak się jakoś porobiło, że GW wchodząc w Erę Sigmara zrezygnowało zupełnie z czworokątnych podstawek. Niestety, za podstawki jajowate, wykorzystywane przede wszystkim w dużych modelach do AoS, ale i w WH40K, liczą sobie bardzo bardzo drogo. Koszt owalnych podstawek w rozmiarach od 105x70mm wzwyż podany na stronie GW to 15 złotych. Za jeden głupi kawałek czarnego plastiku tyle forsy śpiewać? Wybaczcie, ale trudno mi to zakwalifikować inaczej niż jako zdzierstwo. Koszt podstawki stał się istotnym elementem kosztu całego modelu, co, moim zdaniem, byłoby do przyjęcia w przypadku jakichś podstawek scenicznych, wymagających technologicznie, wykonanych ze specjalnych materiałów. Ale to? To jest, w mojej opinii, nic innego jak rozbój w biały dzień i żerowanie na ludziach, którzy chcieliby legalne (!) kwadratowe podstawki wymienić na legalne, ale lansowane, promowane, ładne i bardziej tiki-tiki, jajka i kółka. Zło!

Sposoby na ten stan rzeczy mam dwa. Pierwszy - skorzystać z pomocy majfriendsów, czyli aliekspresowych sprzedawców różności z Chin (jak ktoś nie wie, dlaczego majfriendsów, to się prawdopodobnie dowie przy okazji pierwszej wiadomości od takiego sprzedawcy - naczelny zwrot grzecznościowy u nich to "My dear friend" i różne podobne). Ale do rzeczy. Nieskomplikowane, jednoczęściowe elementy, jakimi są podstawki, można spokojnie zamówić prosto z Chin i zapłacić mniej. A jak dobrze poszukać i przy odrobinie szczęścia, można zapłacić sporo mniej. Dodam tylko, że dużo prościej niż duże owale można wyszukać okrągłe podstawki 25 czy 32 mm. Na przykład po dwa czy trzy dolary. Za sto sztuk. Wadami takich zakupów są długi czas oczekiwania (paczki z Chin potrafią po kilka tygodni krążyć po świecie) oraz fakt, że czasem gdzieś na którejś granicy paczka może utknąć.

Druga metoda, którą, prawdę mówiąc, wolę, to dać zarobić firmom lokalnym decydując się na podstawki ze sklejki. Najróżniejsze rozmiary, kształty i grubości można znaleźć, gdy przeszukać ofertę sklepów dla scrapbookerów i innych ozdabiaczy. Jest ich wiele, więc nie będę wskazywał konkretnego. Rzecz w tym, by w działach z przedmiotami do ozdabiania dekupażem (ale to śmiesznie wygląda jak napisać z polska...) przejrzeć dokładnie kategorie typu "Deseczki", "Zawieszki", "Podstawki", "Podkładki" itp., gdzie owalnych podstawek ze sklejki jest od groma. Czasem ewentualnie taka podstawka ma niewielką dziurkę, jeśli była pomyślana jako jakaś wywieszka. Ale załatać dziurkę to mały problem.





Na zakończenie tego punktu mały wtręt. Wspomniane sklepy oferują różne różności z tej sklejki, więc jeśli ktoś szuka podstawek zupełnie niestandardowych (np. jakichś gwiazdek czy czegoś) albo materiałów na znaczniki - zachęcam do się rozejrzenia. Jest tylko jedna wada - często zanim się coś znajdzie, trzeba przebrnąć przez warstwy kwiatków, serduszek, owocków, zwierzaczków i innych słoneczek ;)

2. Drut na zasieki

Spotkałem się kiedyś z opinią, dość kontrowersyjną, że wynalazkiem XIX wieku, który najbardziej zmienił oblicze świata, było sposób na przemysłową produkcję drutu kolczastego. Prawdę mówiąc przychodzi mi do głowy sporo innych, bardziej pokojowych idei, które wydają mi się bardziej znaczące, ale trzeba przyznać, że, w istocie, drut kolczasty postawił na głowie sposoby prowadzenia wojen.

Dawno, dawno temu, jak z Maniexem graliśmy w Warzone, robiliśmy zasieki z takich metalowych skrobigąbek do garów czy czegoś. Rozcinało się to na paseczki i rozwieszało na stelażach z wykałaczek. Wyglądało to jak wyglądało, grunt, że spełniało swoją rolę.
Jakiś czas temu jednak wypatrzyłem, niestety nie pamiętam gdzie, lepsze rozwiązanie. Drut plombowniczy. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko drut opleciony drugim, cieńszym drucikiem, którego używa się w zestawie z ołowianymi plombami do plombowania pomieszczeń, liczników itd. Jako, że maluję głównie modele fantasy, wykorzystałem ten patent jak dotąd chyba ze dwa razy, na przykład na podstawce mojego Hellbrute'a. Drut kupuje się na kilogramy, może być pocięty na odcinki, może być na szpuli. Jeden kilogram, który dla mnie prawdopodobnie byłby zapasem na całe życie, kosztuje około 25 złotych :)

  
3. Montaż przed montażem

Nie muszę chyba nikogo specjalnie przekonywać, że w przypadku figurek wieloelementowych bardzo często opłaca się złożyć model jedynie do pewnego etapu, a końcówkę składania pozostawić na czas po malowaniu, kiedy już farba znajdzie się we wszystkich trudnodostępnych zakamarkach. Niestety, często opóźnia to czas zobaczenia modelu jako całości, co mnie, osobiście, przeszkadza.
Sądzę, że zgodzimy się także co do tego, że przy planowaniu większych konwersji dobrze by było mieć możliwość tymczasowego połączenia elementów, choćby po to, żeby uniknąć różnego rodzaju kolizji i bezsensów.

W takich przypadkach stosuję dwa rozwiązania. Pierwsze z nich, to połączenie maleńką ilością kleju cyjanoakrylowego. Metoda dobra przy tymczasowym łączeniu większych elementów, które zapewniają później bezpieczny chwyt pozwalający na rozłączenie. Może to oczywiste, ale wolę jednak dodać, że kleje polistyrenowe się do tymczasowego łączenia nie nadają, bo rozpuszczają klejone plastikowe powierzchnie.

Druga metoda jest może bardziej zgrubna, ale jednak bardziej elegancka. Blu-tac czy innego rodzaju biurowy kit (ja używam Tack-it firmy Faber-Castell). Można połączyć tymczasowo elementy kropką kitu, wymierzyć wszystko co trzeba, ogarnąć wzrokiem i bez problemu rozłączyć i usunąć kit. Trzeba tylko pamiętać, żeby kit nie wlazł w jakieś głębokie zakamarki, bo może być ciężko go usunąć i żeby nie pozostawiać go za długo na figurce, po po paru miesiącach jakiś taki sztywny się czasem robi. Po użyciu kitu miejsca łączenia warto delikatnie przetrzeć alkoholem w celu odtłuszczenia i usunięcia zabrudzeń przed docelowym klejeniem.

Stosuję kit do jeszcze jednego celu - do zabezpieczenia nowych, dużych pojemników z washami GW przed przypadkowym przewróceniem. Kropa na spodzie słoiczka zawsze stanowi jakieś drobne zabezpieczenie przez rozlaniem zawartości. O które, szczególnie, gdy malarz nawykł do niskich i pękatych pojemników, nietrudno.


4. Mała szlifierkograwerka

Mam w warsztacie podróbę dremela i pudło wierteł i frezów dentystycznych. Ale często jest tak, że trzeba na szybko coś tam zeszlifować i nie chce się tego całego bałaganu wyciągać z szuflady, instalować gdzieś na biurku i podłączać. Na pilnikowanie też szkoda czasu, zresztą pilnik, nawet nieduży iglak, nie wszędzie wejdzie. Dlatego mam na podorędziu prościuteńkie urządzenie szlifujące. Kupiłem jakoś przy okazji gdzieś na początku roku, zapłaciłem bodaj trzy dychy i używam z powodzeniem.

Budowa urządzenia jest prościutka. Ma ono formę uchwytu z przyciskiem i obrotową końcówką. W środku ma dwie baterie i silniczek. Na zewnątrz przycisk, który im mocniej przyciskać, tym wyższe obroty silnika. Na końcówkę wału rotora jest nasadzona gumowa przejściówka, w którą można włożyć jedną z dwóch końcówek do szlifowania - szpiczastą lub zaokrągloną (w moim egzemplarzu szpiczasta pasuje lepiej, zaokrąglona ma lekki luz, który można zniwelować np. naklejając na trzpień kawałek taśmy). Proste jak nie wiem, ale działa.


W zasadzie mógłbym ciągnąć tę gawędę dalej, ale zreflektowałem się właśnie, że artykuł robi się za długi. Więc może innym razem :)

wtorek, lipca 26, 2016

Testowanie złota

Czołem! Odgrażałem się przy okazji zeszłej edycji FKB, zachwycony vallejo liquid metalami, że uzupełnię arsenał metalików. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. A dzisiaj malutki test złotych farb w akcji.
Obiektem eksperymentu została krasnoludzka ikona. Prosta, wyrazista i wołająca w Khazalidzie o pomalowanie na złoto. Zapodkładowałem na czarno i przystąpiłem do prób.

Hello! In my last month's Miniature Blog Carnival post, truly enchanted by vallejo liquid metal paints I announced that I would enlarge my metallic paints' selection. And so I did. Today - a tiny test of painting gold.
The experimental subject was a dwarven icon. Simple, sharp and asking in Khazalid to paint it gold. I basecoated it black and initiated the test.



Krok 1/Step 1
Pierwszą warstwę złota pomalowałem Red Goldem. Efekt widać na zdjęciu. Farba ładnie kryje dając połyskliwy, czerwonawy, metaliczny kolor. Może nawet bardziej przypominający świeżo polerowaną miedź, niż czerwone złoto.

The first layer of gold was made with Red Gold. See the picture for the effect. The paint gives nice, even and solid coat, with shiny, reddish, metallic colour. It may even look more like freshly polished copped, than red gold.


Krok 2/Step 2
Druga warstwa to rozjaśnienie Old Goldem na wyeksponowanych i wypukłych powierzchniach. Złoto zaczęło wyglądać jak złoto. Farba podobnie ładnie kryje i błyszczy.

The second coat was Old Gold highlight on the prominent surfaces. The gold started look like gold. The paint coats and shines very well.


Krok 3/Step 3
Żeby dodać obiektowi trochę głębi zdecydowałem się na wash. Użyłem nowego Reikland Fleshshade GLOSS. Błyszczący wash świetnie współgra z mocno błyszczącymi farbami liquid metal nie robiąc efektu gwałtownego przejścia od połysku, do matu.

To add somedepth to the object I decided to use a wash - new Reikland Fleshshade GLOSS. Glossy wash corresponds really well with shiny liquid metal paints and does not make a sudden matt-gloss transition.


Krok 4/Step 4
Gdy wash wysechł poprawiłem nieco rozjaśnienie Old Goldem.

When the wash was dry I made another layer of highlight with Old Gold.

Krok 5/Step 5
Na końcu rozjasniłem same krawędzie White Goldem. White Gold jest najtrudniejszy w obsłudze ze wszystkich liquid metali jakie mam. Ma silne tendencje do rozwarstwiania się - medium i pigment się oddzielają i trzeba bardzo mocno i długo mieszać przed użyciem.

In the end I highlighted the edges with White Gold. White Gold is the most difficult to use from all the liquid metal paints I have. The medium and pigment have strong tendencies to separate from each other creating layers - it is necessary to give it really long and heavy shake before painting.



A tak wygląda efekt końcowy:
And this is what the final result looks like:

czwartek, kwietnia 28, 2016

Tutorial - podstawka z Arizony

Czołem!

Na wstępie chciałbym podziękować za wszystkie pochwały, które zebrały podstawki moich chaotycznych wojaków. Miło człowiekowi, jak go tak chwalą, tym bardziej, jak chwalą za własny, może mało oryginalny, ale jednak znikąd nie ściągnięty i nie podpatrzony pomysł:) Wprawdzie pisałem już z grubsza przy okazji któregoś posta jak wygląda proces robienia tych podstawek, ale idąc naprzeciw zainteresowaniu dziś zamieszczam tutorial z obrazkami. Sposób na te moje podstawki jest prosty. W zasadzie, nie różni się prawie niczym, od pierwszych z brzegu podstawek. Właściwie jedyna różnica to dobór kolorów. Ale po kolei.

Greetings!

At the beginning I would like to thank for all the praises that the bases I made for my Chaos Warriors got. It feels nice to be praised like this, especially, when it concerns your own idea, even if it is not particularly original. There was already a short note how to make the bases like this on the occasion of one of the previous posts, but as there is interest, today I publish full-size tutorial with pictures. The way to make those is actually pretty simple. There are just some minor differences from the most usual way the bases are finished. And the most prominent of them is the colour scheme. But first things first.


Pomysł na wygląd podstawek podsunęły mi widoczki pustyń z Arizony i Nowego Meksyku. Krajobrazy są tam mocno zróżnicowane, ale na wielu zdjęciach widać czerwonawą, kamienistą i skalistą ziemię, porośniętą gdzieniegdzie kępami roślinek, gdzieniegdzie jakieś suche drzewo. Często widać też kaktusy i opuncje, ale na podstawkach postanowiłem je jednak pominąć - jakoś mi nie pasowały klimatem. Zresztą, zachęcam do wpisania w google grafika "arizona red desert" i zapoznania się z materiałami poglądowymi:)

Na warsztat weźmiemy okrągłą podstawkę 40mm, na której zamierzam ustawić w przyszłości jakiegoś stwora (mam już kandydata, ale na razie go nie ujawniam).
 
The whole idea for these bases came to me from watching photos of deserts in Arizona and New Mexico. The landscape in there is very varied, but many pictures show reddish, stony and rocky ground, overgrown here and there with clusters of small plants, ocassionally some dry tree. You can also see there some cacti (cactuses?) or prickly pears, but I decided to omit them on my bases - didn't fit the feel. Anyway, I encourage anyone to try to google 'arizona red desert' and watch the photographic materials.

We are going to work on a 40mm round base, which will in time get some creature to be based on (I have got a candidate already, but he is not to be revealed at the moment).



Zaczynam od przygotowania skałek i kamieni. Tutaj nic odkrywczego nie będzie - korka, bo z niego właśnie korzystam, jako materiału udającego skałę, zachwalać chyba nikomu nie trzeba. Przyklejam na super glue.

I begin with preparing some rocks and stones. There's really nothing uncommon in this step - I don't think it is necessary to recommend cork as a material to look lika a rock to anyone. I stick it to the base with super glue.


Po korku pora na ewentualne ozdóbki scrapkowe. Do tej pory zdarzyło mi się wykorzystywać resztki gałęzi z citadel wood oraz z driad i inne bitsy, które mi akurat pasowały (czaszki, broń, kawałki pancerzy). W roli lepiszcza po raz kolejny występuje super glue. A raczej wystąpiłby, bo tym razem zrezygnowałem z dodatkowego blingu z uwagi na to, że nie mam jeszcze planu co do rozlokowania figurki na podstawce i nie chcę, żeby coś mi kolidowało.

Następny etap to nadanie podstawce faktury. Jak już nie raz pisałem, pokrywam podstawkę warstwą wikolu i "maczam" w piasku. Używam drobniutkiego piasku, który przywiozłem sobie kiedyś znad Bałtyku.

After the cork it's time for some scrap ornaments. So far I have been using the remains of citadel wood and warhammer dryad branches and some other bits, that fitted the general idea (skulls, weapons, pieces of armour). I use super glue again. Well, it is better to write that I would use it, for I have decided not to put additional bling to the base at the moment - I do not have a plan of mounting the miniature on it yet and I would like to avoid collisions. 

The next step is giving the base some facture. As I wrote many times, I normally cover the base with some PVA glue and dip it in sand. I use very fine sand I once brought from Baltic Sea.



Kiedy wikol wyschnie pora na malowanie. Wątpiłem nieco w efekt, kiedy tego pierwszy raz próbowałem, ale jakimś cudem zażarło :D Ratskin Flesh. Dość mocno rozwodniona - fifty-fifty, może nawet bardziej (na oko mieszam). Po całości. Podstawka, nad którą się znęcam jest z odzysku, więc od razu maluję dookoła czarny pasek.

When the PVA glue is dry it's time to paint. I had some serious doubts when I tried this for the first time, but, somehow, it went really well. Ratskin Flesh all over the base. Quite heavily watered-down. Fifty-fifty, maybe even more (I don't take exact measurements). The base I am working on is a recycled one, so I also paint a black strip around the edge.


Po wyschnięciu farby pora na washa. W tej roli cudowne dziecko GW, mój ulubiony i niezastąpiony Agrax Earthshade;)

As soon as the paint is dry I apply the wash. For this I use the GW's wonderful child, my favourite and irreplaceable Agrax Earthshade;)


Godzinkę-dwie później, jak wash już wysechł nawet w najgłębszych rozpadlinach skalnych, pora na rozjaśnienie. Nieregularnie, tu i ówdzie. Na skałkach bardziej, na piachu mniej. Używam do tego drybrushowanego Karak Stone.

An hour or two later, when the wash has dried even in the deepest rocky chasms, it's time to give the base some highlights. Irregularly, here and there. More on the rocks, less on the sand. In this step I drybrush with Karak Stone.



Drybrush schnie momentalnie, więc można szybko przystąpić do kolejnego etapu malowania, czyli kolorowania ozdóbek. Wszelkie gałęzie i porozrzucane klamoty maluję jak bądź, byleby pasowało. Większe, suche konary malowałem kombinacją Rakarth Flesh - Agrax Earthshade - Rakarth Flesh/Bleached Bone/Karak Stone (trochę drybrushem, trochę normalnie, trochę losowo, aż wygląda ok).

Ostatni etap malowania to weathering. Używam do tego celu pigmentu, który utrwalam alkoholem. Pigment, którego używam, ma kolor suchego pyłu i pozornie w ogóle nie pasuje do koktajlu na bazie Ratskin Flesh. A jednak pasuje:) Zazwyczaj pigment nakładam już po przymocowaniu figurki do podstawki, jednocześnie upaprując nim, buty, kopyta, powłóczyste ciuchy itp.

As the drybrushed paint dries momentarily, you can go to the next stage which is painting of all the ornaments. I paint everything in any way that fits. For bigger dry branches and tree trunks I use the combo Rakarth Flesh - Agrax Earthshade - Rakart Flesh/Bleached Bone/Karak Stone (a bit of drybrushing, a bit of regular paining, actually it is usually quite random).

The last step is the weathering. To do it I use pigments with alcohol as a fixative. The pigment powder I chose is the colour of dry dust and seemingly does not fit the Ratskin Flesh-based cocktail at all. But somehow - it fits. I usually put the pigment after the mini has been mounted on the base, so it is possible to stain the model's boots, hooves and long, flowing pieces of clothing at the same time.




Na zakończenie pozostaje podoklejać zieleninkę. Korzystam z Middenland Tufts. Próbowałem znaleźć tańszy zamiennik, ale wyroby Noch i Army Painter, które testowałem, w mojej opinii ustępowały jednak pod względem jakości produktowi GW. No i tyle. Podstawka gotowa!

The very last stage it so add some plants. I use Middenland Tufts for it. I tried to find a cheaper substitute, but, unfortunately, Noch and Army Painter products I tested, were, in my opinion, a bit inferior to the GW tufts. That's all. The base is complete!




czwartek, sierpnia 13, 2015

W.I.P. - modułowe pole bitwy

Cześć,

Jak można było zauważyć, na blogu się ostatnio dzieje niewiele. Częściowo dlatego, że żar leje się z nieba, a taka spiekota w mieście to piekło. Ale główna przyczyna, jak sygnalizowałem jakiś czas temu, tkwi w czasochłonności projektu, który aktualnie mam na tapecie - modułowego pola bitwy (napomknąłem o tym przy okazji lasu Citadel). Dzisiaj pierwszy rzut oka na rzeczone pole.

Plansza będzie się składać z sześciu sektorów o wymiarach 60 na 60 cm. Będzie można je dowolnie zestawiać tworząc, w zależności od potrzeb, pola o wymiarach 120x180, 120x120 czy nawet dziwolągi 60x360, jak ktoś ma, dajmy na to, jakiś pościgowy scenariusz do rozegrania. Pole ma być uniwersalne - i do systemów fantasy i SF, więc odpadają dedykowane tylko dla jednej z tych opcji montowane na stałe ozdoby. Założenie uniwersalności odbiło się także dość mocno na dobranej przeze mnie palecie kolorów.

Podstawa każdego modułu to płyta HDF, bodaj 6mm, do której przyklejony jest arkusz ekstrudowanego polistyrenu o grubości 30mm. Płyta ma za zadanie wzmacniać, trzymać w kupie i usztywniać, a także dociążać, żeby grawitacja trzymała to w miejscu. Wygląda to tak:



Opracowując koncepcję nie ustrzegłem się błędów. Na przykład założyłem wymiary pól 60x60 cm, żeby było przepisowo i fajnie. Niestety, arkusze XPSa mają wymiary 58x58 cm + zakładki. Więc przy każdym elemencie miałem trochę cięcia i klejenia, żeby te 2 cm jakoś dodać. I dodatkowego szpachlowania, bo oprócz wyrównania krawędzi trzeba było załatać dziury i szczeliny. Nie polecam. Polecam zmniejszenie na etapie projektu wymiarów modułów do wymiarów dostępnych płyt. Jak jesteśmy przy płytach XPS i polecaniu, polecam też lutownicę transformatorową jako metodę cięcia. Tnie się gładko i dość przyjemnie. Cięcie nożem, piłą czy czym innym niech się schowa. Lepiej od lutownicy nadaje się do tego chyba tylko termiczna wycinarka stołowa do styropianu.

Żeby taki styropian zaczął wyglądać jak kawałek pola bitwy dostał piaskowo-korową warstwę tekstury. Piasek to piasek do piaskownicy. Można nabyć w dużych workach w marketach ogrodniczo-budowlanych. Kosztuje niewiele i ma atest, który pozwala zakładać, że żaden zwierz nań nie defekował. Kora pochodzi z drzew i fajnie udaje skały i głazy. Oczywiście trzeba znaleźć dobre drzewo - najlepiej padłe albo ścięte (żeby kora była drzewu już niepotrzebna), no i stare (żeby kora była pobrużdżona malowniczo). Do piasku i kory można wedle uznania dodać co się ma pod ręką - ja dodałem jeszcze trochę gipsowych cegiełek, kamyczków, patyczków itd. Kleiłem to na wikol - nadaje się nieźle. Najlepszy wikol do tego, to taki z dużego wiaderka, bo trzeba liczyć ze 200 g na jeden moduł, więc na tubki szkoda kasy. Na tym etapie przykładowy element pola bitwy przedstawia się następująco:


Jak klej wyschnie trzeba pozbyć się nadmiaru piachu i pomalować całość na wybrany kolor. Ja zdecydowałem się na dość ciemną umbrę rozjaśnianą punktowo zgaszoną zielenią, i drybrushowaną nieregularnie na kościano i biało. Skałki są z grubsza szarawe, cegły przybrudzone.
Póki co jeden moduł jest pomalowany, na jednym schnie piasek, a pozostałe czekają na swoją kolej.


I, na koniec, zdjęcie z cytadelowym lasem.


Ciąg dalszy nastąpi:)

czwartek, lutego 05, 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy - VI - Samotne Głowy

Gospodarz lutowego Karnawału, Anolecrab, autor bloga Krypta Królów, zaproponował temat Samotnych Głów. Przejrzałem bitsy i znalazłem coś w sam raz - padło na jeden z łbów dla orczego pastuszka, dołączonego do pudełka Gretchinów.

Nieczęsto maluję zielonych, ale skoro jest okazja, to dlaczego nie spróbować? Orkowe gęby mają sporo zalet: są wyraziste, duże, egzotyczne, kolorowe i groteskowe. Pobrużdżone, co pozwala na ostre kontrasty w ramach niewielkich powierzchni. Mają mimikę jaką trudno znaleźć gdzie indziej - bardzo przerysowaną, czytelną. Postanowiłem więc na szybko pomalować orkowy pastuszkowy czerep. Z ostrymi kontrastami i fajną miną:)

Pokrótce, malowanie przebiegło tak:
1. Podkład: chaos black (spray)
2. Bazowy kolor: 1:1 mix Waaagh Flesh + Orkhide Shade
3. Delikatne rozjaśnienie: 1:3 mix Waaagh Flesh + Lahmian Medium
4. Mocniejsze rozjasnienie: Warboss Green
5 i 6 Wash (wzmocnienie cieni, zgranie pierwszych warstw, lekka koloryzacja): 1:3 mix Biel-Tan Green + Lahmian Medium (prawie po całości), następnie 1:3 mix Agrax Earthshade + Lahmian Medium (punktowo).
7. Różne detale:
- Hormagaunt Purple - dziąsła
- Mephiston Red i Wild Rider Red - oczy
- Zandri Dust - ząb
- Balthasar Gold i Gehenna's Gold - kolczyki
8. Nuln Oil - punktowo, gdzie potrzeba
9. Ushabti Bone - ząb i środek wyłupiastego oka
10. Screaming Skull - czubek zęba
11. Skarsnik Green - 1:1 mix Skarsnik Green + Screaming Skull - highlighty krawędzi
12. Biel-Tan Green - punktowo, wtopienie highlightów w tło
13. drobne końcowe poprawki Warboss Greenem i Chaos Blackiem (i więcej światła przy zdjęciu).

  Ostatecznie Samotna Głowa Orka-Pastuszka (z półprofilu) wygląda tak:


Niestety, przez przedłużający się niedobór aparatu, tym razem zdjęcia robiłem maglem. Stąd słaba ich jakość:( Obiecuję poprawę.